29 sierpnia 2013

Tydzień z księżną Dianą - dzień IV


Kiedy przed 33 laty angielska prasa donosiła, kto zostanie żoną brytyjskiego następcy tronu, i przedstawiała zdjęcia bojaźliwie rozglądającej się przedszkolanki, która właśnie otwierała drzwi swojego samochodu, zajęły się tą sprawą także poważne dzienniki. Uspokoiły swoich konserwatywnych czytelników, że Diana Spencer jest dziewczyną o absolutnie nieskazitelnym życiorysie, doskonale wychowaną, z bogatej rodziny. Między wierszami można było jednak odczytać coś zupełnie innego. Nowy członek rodziny królewskiej był wprawdzie fizycznie całkiem dobrze dopasowany do eleganckiego księcia (następcy tronu), ale umysłowo nie całkiem odpowiadał wymaganiom, jakie można stawiać przyszłej żonie króla Anglii. Wniosek ów wysuwano w związku z niezbyt przekonującymi ocenami szkolnymi przyszłej księżnej, bliskiej wizerunkowi zawstydzonego Kopciuszka. Ale domniemania prasy nie znalazły żadnego potwierdzenia w życiu. 


To, z czym nikt prawie się nie liczył,czego nikt nie mógł podejrzewać, stało się kilka lat po ślubie faktem. Księżna odnalazła w sobie niezwykłe pokłady uczucia. Dwór ze zdumieniem obserwował, jak młoda kobieta, która podążając śladem swojej teściowej, miała zrezygnować ze swojego życia osobistego na rzecz oficjalnej roli, stawała się silną osobowością. Dzieje się tak co prawda często w przypadku gwiazd hollywoodzkich, reprezentantek high society albo innych ważnych osobistości, ale w sposób bardziej wyrachowany, bardziej przemyślany. 


W jej przypadku wyglądało to zupełnie inaczej.  Coraz częściej w zwracający uwagę sposób zaczynała tracić panowanie nad sobą. Odwiedzając upośledzone dzieci popełniała błędy, które nie mogą przydarzać się członkom rodziny królewskiej. Okazywała dzieciom współczucie. A potem w każdą działalność księżna angażowała się emocjonalnie, zamiast być profesjonalnie obojętną, jak tego od niej oczekiwano. 


Mąż Diany podziwiał jej urodę, ale jej nie kochał. Narodziny dwóch synów zapewniły ciągłość monarchii, więc Karol niektóre noce spędzał z inną kobietą. Na dworze wszyscy o tym wiedzieli i milcząco się z tym godzili. Księżna była początkowo nieświadoma tego, co się dzieje. Dopiero po jakimś czasie dotarła do niej straszliwa i upokarzająca prawda. Jej oczy straciły dawny blask. Z jej ust zniknął dawny, znany światu promienny uśmiech. Cierpiała w ciszy i samotności. Na zewnątrz musiała  się uśmiechać i udawać, że wszystko jest w porządku. Ale jak długo tak można? Zdrada sprawiła, że wewnętrzna siła, którą zawsze emanowała i która pozwalała jej zachować pogodę ducha w każdej sytuacji, opuściła ją. Była załamana. Nie mogła już dłużej sypiać u boku Karola w ogromnym, mahoniowym łożu małżeńskim, które od nocy poślubnej miało być dla niej symbolem rodzinnego szczęścia. - Czuję się tak, jakbym umierała wiele razy - powiedziała kiedyś z goryczą. 


Rozczarowana małżeństwem, upokorzona przez męża, odtrącona przez dwór przypominała sobie o milionach cierpiących, którzy na całym świecie czekają na najmniejszą choćby pomoc, gest, odrobinę współczucia i ludzkiej solidarności. Ona chciała być teraz wszędzie tam, gdzie cierpieli niewinni i bezbronni ludzie: chorzy na raka, sieroty, kobiety wykorzystywane seksualnie, chorzy na AIDS, trędowaci, bezdomni i kalecy. Jej pojawienie się wyzwalało na twarzach wszystkich tych ludzi uśmiech, budziło nadzieję. Nikt nie potrafił, tak jak ona, zrozumieć ich bólu i ich potrzeby ciepła i przyjaźni. A oni? Najwyraźniej czuli, że oto stoi przed nimi nie malowana marionetka,  ale ktoś, komu los także nie szczędził ciosów. 


Czy była szczęśliwa? Nie było jej łatwo po tym, co przeżyła, odzyskać wiarę w to, że szczęście w ogóle istnieje. Próbowała zająć się czymś, co oderwałoby ją od codziennego życia, dałoby choćby krótkotrwałą satysfakcję. Stąd jej zainteresowanie najpierw metafizyką (studiowała sztukę układania horoskopów). Potem jej pasją stał się fitness. Zaczęła dbać o swoje zdrowie i kondycję fizyczną. To zainteresowanie miało również bardzo konkretne podłoże, kiedy bowiem zaczęły się jej kłopoty małżeńskie, dała o sobie znać bardzo uciążliwa dolegliwość. Diana zachorowała na przewlekłą bulimię. Choroba dręczyła ją przez 9 lat. Jej nerwy były w strzępach. Coraz częściej zdarzało jej się w miejscach publicznych tracić panowanie nad sobą. Doszło do tego, że w jednym z telewizyjnych wywiadów, doprowadzona do ostateczności, nazwała samą siebie "największą prostytutką świata". Ta jej bezradność przerodziła się w ślepą wściekłość.


Dopiero po rozwodzie Diana uwolniła się ze sztywnego gorsetu, jaki nałożyła na nią rola księżnej Walii. Chcąc ostatecznie zerwać z dworską przeszłością, sprzedała wszystkie swoje sukienki, które nosiła w czasie oficjalnych uroczystości. Pieniądze przekazała na cele charytatywne.

ŻnG 1997

16 komentarzy:

  1. Marto miałaś bardzo fajny pomysł z tym tygodniem z Dianą.
    Podziwiam Cię, że trak wytrwale prowadzisz tego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, pomysł bardzo fajny:) Codziennie nowa notatka - aż miło zaglądać!:) Chociaż prawdę mówiąc, spodziewałam się większej kreatywności w sporządzaniu tych postów, a nie tylko przepisywania artykułów z gazet...

      Usuń
    2. Czepiasz się! Najlepiej krytykować, pokaż co Ty potrafisz!

      Usuń
    3. Jak powstanie zakładka z postami czytelniczek, to bardzo chętnie pokażę:)

      Usuń
    4. Anonimowy 12:59
      1:0 dla Ciebie.
      Pozdrawiam,
      Marta

      Usuń
    5. jeśli napisałyście artykuł/notkę o Kate, proszę wysłać ją na mojego maila, a wtedy będzie opublikowana :)

      Usuń
  2. Ciekawie opracowany tydzień. Nie przejmuj się komentarzami zazdrosnych, które nic nie robią, ale wytykać potrafią doskonale. Blog jest świetny! Podejrzewam, że autorka nie jest w stanie z głowy zaprezentować nam sylwetki Diany, stąd te przedruki. Tak trzymaj! Mam nadzieję, że blog się nigdy nie zmieni na forum, gdzie każdy będzie mógł zamieścić, co mu się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, to raczej nie będzie miało miejsca;) Kiedy ja pisałam notatki o Kate, to najpierw gotowe przesyłałam do Marty i potem dopiero Marta publikowała je na blogu;) Nie było "samowolki";)

      Usuń
    2. To cieszy mnie, że szefowa musi najpierw coś zaakceptować, żeby mogło się to później ukazać. Fajnie, że masz wkład w tworzeniu tego bloga :) Bardzo mi się on podoba i od jakiegoś czasu zaglądam tu codziennie :)

      Usuń
    3. "Wkład w tworzenie" to za dużo powiedziane;) Napisałam tylko trzy notatki, a to kropelka w morzu wpisów Marty:)

      Usuń
  3. dzisiaj w super expressie pisze o kate jak robi zakupy w super markecie + zycie na goraco o oficjalnym zdjeciu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. w Vivie aż trzy notki - oficjane zdjęcie, film z Dianą i o Charlote z Monako

    OdpowiedzUsuń
  5. czy dostaliście już odpowiedź na życzenia z okazji narodzin Georga?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak :) dostałam w tydzień temu w piątek, ale gratulacje wysłałam 23 lipca! :)

      Usuń
  6. czy vivie albo w gali pisali o kate i malutkim na 5 stron?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, nie. Jedynie w Vivie jest małe zdjęcie z krótkim opisem.

      A słyszałaś, że w jakiejś gazecie jest na 5 stron? :)

      Usuń